Piątek, 10 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Spotkania
 2010-02-19 09:40:38
Cisza. Wieczór autorski Pawła Matywieckiego
Maciej Orłowski
17.32

Proszę, Panie przodem.
Ale gdzie to jest?
Na pewno te drzwi?
Tak, to chyba te.
Dobra, siądźmy. Poczekajmy.
Pokaż ten tomik.
Asia wyjmuje tomik z torby i wręcza mi go do ręki. Ciężki, gruby tom, można by rzec – tomisko. Niemalże 700 stron dużego formatu. Jest to więc poezja dojrzała, na tyle, by zająć pokaźną książkę. Poezja, której już się nie pisze, a o której się pisze, z racji jej wieku i bagażu zebranych doświadczeń…

Poezja zna dwie mądrości, które wydają się wykluczać wzajemnie: mądrość obrazu i mądrość paradoksu.
Mądrością obrazu jest niewinność. Mądrością paradoksu jest sceptycyzm. Chociaż wydaje się niemożliwym połączyć niewinność ze sceptycyzmem, to jednak zawsze chciałem, żeby moja poezja szukała mądrości niewinnej i sceptycznej, obrazowo-paradoksalnej…
 
Zaczynam od posłowia. Zawsze to robię, gdy wiersze wydają mi się niezrozumiałe i wymagające wyjaśnienia, a tak odbieram utwory Matywieckiego. Jeśli poezja posługuje się obrazem i paradoksem, to w jego utworach zdecydowanie dominuje ten drugi element, nie spełniając jednak moim zdaniem funkcji obrazu rzeczywistości.
Strona trzysetna:
Wiersze bez istnienia
 
95
Przez otwarty śnieg przeszły wszystkie dni roku.
96
Chmury piękne prawdziwe na niebie pięknym, zmyślonym.
(…)
Nie, to zdecydowanie zbyt trudne, zbyt odległe dla mnie wiersze. Nie rozumiem ich, boję się i próbuję siebie przekonać,  że są czym innym , niż mi się zdają – wieloznacznymi, nieokreślonymi impresjami, intuicyjnym odbiciem kłębiących się myśli i wrażeń, będących na służbie podświadomych popędów. Albo wręcz przeciwnie – logicznymi i dokładnie przemyślanymi spostrzeżeniami, schowanymi jednak pod płaszczem niezrozumiałych aluzji, metafor i odniesień. Niepojętymi, być może, tylko dla mnie.
Czekamy.

17.58

18.02
Nie ukrywam, trochę się stresuję. Bądź co bądź jestem na pierwszym tego typu, tak poważnym wieczorze poetyckim. Trzeba być skupionym. Trzeba być uważnym. Trzeba wszystko obserwować, rejestrować i zadawać pytania. Poezja nie jest prosta, a ja ledwie przeczytałem licealny kanon lektur; muszę więc uważać, by niczego nie przeoczyć, by wykryć każdą skrupulatnie przemyconą aluzję i metaforę, odnaleźć wszelkie tropy prowadzące do ukrytych sensów, by uśmiechnąć się w momencie, w którym jest czas na uśmiech i zdziwić się, gdy oczekuje się od nas zdziwienia.
Cisza. Nie dosłowna – na sali panował nieznaczny gwar, słychać było pojedyncze głosy, urwane dialogi, a nawet gdzieniegdzie wybuchy śmiechu. Jednak w powietrzu można było wyczuć atmosferę wyczekiwania, pośpiechu i sztuczności, jaka cechuje wszystkie działania, podejmowane tylko dla zabicia czasu.

18.04

Cisza.
Wchodzi Poeta. Rozluźniony, uśmiechnięty. Być może w dobry humor wprawiła go rozmowa z Piotrem Śliwińskim, który przecież pełni w Poznaniu rolę gospodarza (a wiadomo, że nie ma nic przyjemniejszego dla ducha, niż rozmowa o literaturze w doborowym towarzystwie). Być może spodziewał się większych tłumów, a widok garstki osób wprawił go w bardziej kameralny nastrój. A być może zawsze jest tak pozytywnie nastawiony przed spotkaniami z czytelnikami, w końcu już sam fakt, że ktoś czyta nasze utwory i w dodatku zdecydował się przyjść na spotkanie z autorem, powinien nastrajać optymistycznie każdego poetę.
Mimo to i Poetę zaniepokoił nastrój, jaki towarzyszył jego wejściu. Z pewnością nie spodziewał się gorących owacji, uważne milczenie i wyczekiwanie słuchaczy mogło jednak wprawić go w lekkie zakłopotanie.
Proszę się bliżej, przysunąć się proszę bliżej, ja nie gryzę ani nic. Tak tak, proszę bliżej, Poeta jest bardzo rozmownym człowiekiem i z pewnością nawiążą Państwo ciekawą dyskusję, proszę bliżej się przysunąć, o, państwo z ostatniego rzędu, do przodu proszę – prof. Śliwiński usiłuje rozładować nieco napiętą atmosferę. I uśmiech, i miło, i rzeczywiście zapowiada się serdecznie usposobiony Poeta.
Śliwiński zaczyna. Że wielki, że Poeta, że laureat, bibliotekarz i człowiek wysokiej kultury, że rozmowny. Wszystko się zgadza. Że działacz, że historia bolesna, że tom wydał, o, i to całkiem duży tom, proszę państwa, proszę spojrzeć jaki tom, toż to tomisko niemalże (a tomisko było istotnie) i już wszyscy kiwają głowami, że tomisko, a Poeta się tylko uśmiecha.

18.19

To może ja oddam teraz głos Poecie. Poeta wziął głos, jeszcze się chwilę z głosem mierzył, oswajał, ale w końcu zaczął mówić.
To ja, proszę państwa, parę wierszy wybrałem, podzielone one tutaj są, o, na parę rozdziałów. W lirycznym nastroju dziś jestem, więc nie będzie problemów z rozpoczęciem. Zaczęliśmy zatem i liryczne były, to fakt. Jednak ani kojący głos Poety, ani jego objaśnienia i anegdoty, które wtrącał czasami pomiędzy wersy, nie przybliżyły mi bardziej treści i formy jego poezji. Owszem, objaśniały okoliczności powstania, tłumaczyły zamiar, cel i środki – jednak nie wyjaśniały kształtu strof i wersów, które przecież powinny być zwieńczeniem wszystkich zamiarów, o których mieliśmy przyjemność usłyszeć. Czasem śledziłem utwory razem z nim (bo mieliśmy z sobą tomisko) – i wtedy jeszcze nieco rozumiałem, szukałem i znajdowałem alegorie, aluzje, metafory i niejednoznaczności, ale szło mi to piekielnie ciężko, a czasem tylko czytałem je z ust Poety (bo tomisko zostało mi zabrane) – i wtedy nie wiedziałem już niczego, choć oczywiście dalej byłem pod dużym wrażeniem; bo żeby tak wiersz zmetaforyzować, żeby tylko nieliczni, wybrani, ci, co się na poezji znają i czytają, zrozumieli, to trzeba się nieźle postarać.

18.41
Czy są jakieś pytania? Pytania jakieś państwo mają? Pytań państwo nie mieli. Ja też nie miałem. Aż mi było głupio – tyle skupienia, uwagi i rejestrowania wszystkiego wokół i jaki efekt? No bo – jak tu pytać, jak się nie rozumie? Przepraszam, Panie Poeto, nie rozumiem Pańskich wierszy. Za trudne dla mnie te metafory, aluzje i niedopowiedzenia. Czemu są takie? Po co i na co? To miałoby być pytanie? Nie, takiego nie zadam. Już nawet chciałem zapytać, czemu niektóre takie proste, a inne takie łatwe, ale co Poeta mógłby odpowiedzieć? Zdziwiłby się tylko, podniósł brwi, na krześle uniósł, czemu takie łatwe jedne, a takie trudne inne? Normalnie, wiersz jak wiersz, jeden łatwy, inny trudny, tak się pisze, chłopcze. Więc siedziałem cicho, nie śmiałem wydać się ze swoją naiwnością, że wiersz powinien być wpierw piękny, a potem mądry.

18.56
Druga część spotkania była już mniej liryczna, a bardziej autobiograficzna. Poeta czuł się coraz lepiej i ja, szczerze mówiąc, sprawniej łowiłem już rozmaite aluzje i metafory, choć możliwe, że po prostu było ich coraz mniej. W każdym razie – atmosfera zdecydowanie się poprawiła. Padły głosy uwagi ze strony publiczności, bowiem publiczność postanowiła też swój głos pokazać i pokazała, że jej się głos Poety bardzo podoba, że szanuje, docenia i podziwia, a nawet został poruszony wątek współczesnej popkultury i tej młodzieży dzisiejszej, ach! Poeta uśmiechnął się, podziękował i kontynuował swój odczyt, choć wiało
Nudą nie można było nazwać tego spotkania. Ale niektóre twarze jakieś nieswoje, oczy rozlatane, a to na sufit, a to na okno, a to mucha jakaś zapomniała o skrzydłach i chodzi po ścianie. U innych zaś były one senne, zaspane, z lekka czasem rozbudzone, by znowu zapaść w półsen wśród głosu Poety, jakby układając się do tej melodii ze słów. Kolejni za to wydawali się wrodzy, spoglądając na niego pretensjonalne, że co ja? Kto ja? Ja tu? Co ja? srogie gromy rzucając wszem i wobec, i za siebie, i przed siebie, i na Poetę, choć ten nie spostrzegł ich wcale i dalej czytał spokojnym głosem. Lecz nie brakło i skupionych, cichych twarzy, uważnie sączących słowa i patrzących, by ani kropli nie uronić z tej substancji przedziwnej, co zwie się poezją.
I ja słuchałem, starając się zrozumieć.
Lecz pogoda była fatalna.
A potem wywiązała się dyskusja o postmodernizmie.
Że jest.
Albo że nie ma.
I były podziękowania, szuranie krzesłami i zakładanie kurtek.
19.43
 
 
A potem poszliśmy pić do klubu i śmiać się, i rozmawiać szczerze, i powygłupiać trochę, i zapomnieć o Poetach i poezji, i polubić trochę bardziej siebie, bo szczerze mówiąc mało siebie znaliśmy, a jak się mało zna, to i lubić się nie da, i była rozmowa o uczelni, o planach i o muzyce, kto lubi jaką, a kto nie, i było wszystko, co młodzi, którzy jeszcze nie są dorośli, a za duzi są na dzieci, robią w klubie w czwartek wieczorem. Choć Asi się chciało spać, a barmanka niemiło, jak nie macie 21 lat to nic nie dostaniecie, na co ja oczywiście, damy sobie radę.
A potem poszliśmy nad Wartę.
A potem był sen.
I chyba udało mi się zapomnieć o poezji.


* Spotkanie z Piotrem Matywieckim odbyło się 19 listopada 2009 roku w Pałacu Działyńskich w Poznaniu.

Komentarze :

Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz czwarty :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin