2010-02-19 09:55:08
Marsz Równości 2009
Joanna Dworzecka
Jest godzina 13:00. Jeszcze sporo czasu pozostało do rozpoczęcia Marszu Równości. Na Placu Mickiewicza i w jego okolicach ustawiają się radiowozy policyjne, w niemal ułańskim stylu zjeżdża się patrol policji konnej i zewsząd słychać szczekanie psów, których sfora niebawem opanuje tę okolicę. Nie widać barwnych flag ani niezwykłych przedstawicieli odmienności. Dziennikarze rządni wrażeń ustawiają swój sprzęt. Idę obserwować, jak schną kałuże po deszczu.
Mija pół godziny. Bez zmian. Mija 45 minut. Bez zmian. Aż nagle, 13:55. Jakby spod ziemi wyłonili się na placu: błyszczący wszystkimi kolorami tęczy, akcentujący swą odmienność barwnymi gadżetami, zjawiskowi i odważni. Nie stoję po ich stronie ani przeciwko nim. Obserwuję, rejestruję, wstrzymuję się od oceny, staram się zrozumieć. Kim są i o co walczą? Dlaczego broni ich tak duża grupa policji (na jednego protestującego przypada jeden policjant!)? O co tu tak właściwie chodzi? Rozmowa z jednym z organizatorów przynosi zaskakujące odpowiedzi. „Jestem heteroseksualny, ale przez ten marsz chcę wyrazić swoją empatię względem osób, które boją się eksponować publicznie uczucia. Pragnę pokazać im, ze mogą wyjść z zaciszy swych domów, bo są akceptowani”. Nad nami powiewają kolorowe baloniki, uczestnicy rozdają małe tęczowe flagi. A przecież to marsz o równość dla wszystkich dyskryminowanych, a nie, jak sugeruje główny atrybut - tęczowa flaga, lesbijek, gejów, biseksualistów. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że parada jest utożsamiana przede wszystkim z walką o równość osób o orientacji innej niż heteroseksualna .
Dzwon na wieży pobliskiego kościoła wybija godzinę 14. Ruszają. Na przedzie niosą transparent: Poznań wie, jak być tolerancyjny. Dalej dostrzegam napis: Takie same obowiązki, takie same prawa! I inne: Chodźcie z nami! Jesteśmy wszędzie! Całemu chaosowi barw, osób i oczekiwań wtórują głośne uderzenia bębnów. Szczekają psy, konie idą niespokojnie, flagi szamocą się na wietrze i tylko policjanci szczerze cieszą się, że mogli spotkać się w tak dużym gronie.
Nie widzę ani osób niepełnosprawnych, których ten marsz ma dotyczyć, ani ekologów, ani rowerzystów, walczących o swoje ścieżki (o ich obecności dowiaduję się później z gacet). Co więcej, brakuje agresywnych przeciwników, o których tyle się mówi w mediach, są przecież niemal znakiem rozpoznawczym dla poznańskiego marszu. Osoby o bardziej konserwatywnych poglądach mogą wyrazić swoje stanowisko, zgodne z nauka Kościoła, w innym marszu, który ma miejsce tydzień później - Marszu Dla Życia. Być może to jest przyczyną braku aktywistów antymarszowych. Dość ciekawą grupą są osoby, które biorą udział w obu manifestacjach. „Jeżdżę na rowerze i chcę, aby w Poznaniu było dużo ścieżek rowerowych. Dodatkowo chcę, aby niepełnosprawni mieli więcej udogodnień. Jestem też przeciw aborcji, więc szedłem w obu marszach” – mówi mi znajomy student. Przeciwnicy marszu obawiają się innych, coraz wyraźniejszych postulatów, godzących wg nich w godność osoby ludzkiej. Odwołują się do tradycji i kultury polskiej silnie związanej z katolickością obywateli.
Próba zrozumienia powiodła się tylko częściowo. Dała jednak obraz stanowisk społecznych, często kontrastujących ze sobą lub zupełnie zaskakujących. Mówią: kto szuka nie błądzi, a ja w panującym chaosie mylę ulice i gubię się w tym wielkim mieście. Uczestnicy manifestacji przechodzą i odchodzą. Znów cisza i słychać tylko szelest ogromnych liści platanów. O! Może ten obywatel mi pomoże? „Przepraszam pana, którędy na Fredry?”.
* 14. listopada 2009 r. odbył się w Poznaniu kolejny, szósty Marsz Równości. Tegoroczne hasło brzmiało: Poznań wie, jak być tolerancyjny. Warto zaznaczyć, że inicjatywa ta rozpoczęta została w 2004 r., jako część obchodów Dni Równości i Tolerancji organizowanych w ramach Międzynarodowego Dnia Tolerancji pod auspicjami UNESCO.
W 2004 r. demonstrantom udało się przejść tylko ulicą Św. Marcin; rok później, na skutek decyzji Prezydenta miasta, Marsz nie doszedł do skutku, a zebranych pod Starym Browarem uczestników rozpędziła policja. Sytuacja ta wywołała wiele kontrowersji. Od 2006 r. manifestacje przebiegają bez większych zakłóceń, gromadząc co roku podobną liczbę przedstawicieli różnych grup w niej uczestniczących.
|