Sobota, 11 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Felieton
 2010-02-18 17:44:02
Łyk noworocznej świeczki
Piotr Pławuszewski

Śniło mi się, że siedzę przy stole, na którym stoi świeczka. Nie pamiętam żadnych dodatkowych ozdób w postaci gałązek jałowca, żadnych metalowych konstrukcji o wymyślnych kształtach. Świeczka była niewielka, trzymała się prosto, z godnością, mimo typowego dla siebie losu – przecież znikała. Nagle (ciągle jesteśmy w moim śnie), wykonując szybki ruch ręką, uniosłem świecę w górę, głowę odchyliłem do tyłu i zachowałem się, jakbym trzymał w dłoni kielich – wlałem jego zawartość do gardła. Wypiłem wosk. Sny mają swoje przywileje, więc nie przyjechała ani karetka pogotowia, ani też nie padłem rażony swoją głupotą na ziemię. Wręcz przeciwnie. Spokojnie odłożyłem świeczkę na jej poprzednie miejsce, sam nie czując niczego poza ugaszonym pragnieniem. Delektowałbym się własną kreatywnością znacznie dłużej, gdyby nie jeden drobiazg, który uświadomiłem sobie po kilkunastu dopiero sekundach. O, świeczka zgasła. Siedziałem w ciemności.

Po przebudzeniu, kiedy senne obrazy nie zdążyły jeszcze do końca wyblaknąć, nie musiałem dzwonić do telewizyjnej wróżki. Sam dobrze wiedziałem, w jakich tarapatach się znalazłem. Pierwszy z brzegu sennik, choćby i pochodził z obszarów niezaznaczanych na mapie, dałby odpowiedź zapewne brutalnie jednoznaczną: gasnąca świeczka to śmierć. Ten sam sennik mógłby jednocześnie złagodzić nieco swój przekaz, oferując rozmaite warianty owej śmierci. Może nie ty umrzesz, a twój sąsiad? Może w stole, na którym stała feralna świeczka, zmarł ostatni kornik? Może tylko zdawało ci się, że knot utracił towarzysza? Może. Mnożyłem domysły z prędkością nadpobudliwego detektywa, ale im bardziej chciałem sam siebie uspokoić, tym większa kosa wirowała mi przed oczami. Wypiłem śmierć – pomyślałem, żałując jednocześnie, że zbliżający się koniec nie pozwoli mi rozwinąć tej frazy w awangardowy poemat, dzięki któremu zyskałbym tak cholernie zasłużoną sławę. Wtem błysk! Krawędź, której chwyta się spadający z ósmego piętra, deska dla tonącego rozbitka. Uczepiłem się wzrokiem wiszącego na ścianie kalendarza, krzyczącego na wszystkie strony świata czerwoną cyfrą – 1 stycznia roku 2010! Wszelka wątpliwość odeszła, zastąpiona krzepiącą pewnością. Nie swoje życie bowiem zgasiłem, a poprzedni rok. Faktycznie, miałem ostatnio wrażenie, że potrzebne mi zdecydowane cięcie. Ludzie często życzą sobie harmonijnego przejścia między kolejnymi etapami ich życia, ale sam tej nocy do nich nie należałem. Świeca dopalała się za wolno, logiczne więc, że musiałem jej pomóc. Zgasła w ostatniej chwili, przed pierwszym świtem nowego roku. Więcej niż zapał towarzyszył mi tego poranka. Nowy początek, nowe zapałki, kto wie – może nawet nowy stół.

Po południu usiadłem nad czystą kartką papieru i zacząłem pisać. Wypiłem śmierć… poemat… autorem Piotr Pławuszewski. Wczesnym wieczorem wiedziałem, że tego roku nadal nie będę sławny.

Znowu poszedłem spać.
 

Komentarze :

trzy kropki, kropki trzy... | 2010-02-20 11:23:13
autokorekta: 'bezforemnie'
trzy kropki, kropki trzy... | 2010-02-20 11:20:35
Pozazdrościć tak czytelnych snów. Podpowiedzą, co zrobić z przeszłością, która bez foremnie zastygła i ruszyć się już jej nie da. Intrygujące majaczenia...Co zaś do śmierci, ona przenika przez życie dzień w dzień, lecz jakże, do cholery, trudno ją przyjąć w ponowoczesnej powszedniości. Wraz z końcem średniowiecza wyklęta, pozostaje dla nas wciąż nieoswojona...Heh, a Pan talenta pisarskiego ma, więc jak nie ten rok, to kolejny sławę mu przyniesie ("ze spokojem", choć nie musi to być zrazu poemat)...
Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz piaty :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin