2 (130) / 2016: DRUGI PLAN

godzinki

Na marginesie miniatur słownych Niesamowitych braci Limbourg Beniamina M. Bukowskiego

Od kiedy Roman Ingarden nazwał je Nebentext, funkcjonują w potocznej świadomości jako tekst poboczny. Stereotypowo są na tyle skromne, że – pomimo wyróżnienia typograficznego (albo przez nie) – bywają ignorowane. Niewydzielone natomiast z tak zwanego tekstu głównego stają się przezroczyste. A przecież istnieją (podobno zawsze, podobno z pewnością).

20160511_085813[1]

Co się dzieje na drugim planie? Literacki voyeryzm

Zmysł wzroku w kulturze Zachodu uważany jest za najważniejsze medium między światem a poznającym go podmiotem. Próby przezwyciężenia dominacji okulocentryzmu i przywrócenia równej pozycji zmysłom niższym to główne zadania antropologii zmysłów, myśli charakterystycznej dla postmodernizmu. Nim jednak zwycięży postawa ujmowania poznania wielozmysłowego (sensorium) w dotychczasowych rozpoznaniach nadal sytuujemy przedmioty i zjawiska z punktu widzenia.

mrożek

Twarz z drugiego planu. O pewnym fragmencie Monizy Clavier

W XX wieku dokonały się niezwykle istotne przemiany społeczne, kulturowe i technologiczne, które doprowadziły do zmiany statusu kopii i oryginału; pierwowzoru i sobowtóra. Takie zjawiska jak fotografia, a później kino umożliwiły podwojenie osoby, zduplikowanie wizerunku, a więc także spojrzenie na siebie jak na kogoś innego, kto nie jest mną. Ostatnie dekady to czas rozpowszechnionej reprodukcji, permanentnego podwojenia.

photo-1459876947801-8879713c9b47

Po ciemnej stronie mocy. Twórczość fan fiction fanów Gwiezdnych wojen

Co by było, gdyby Lord Vader nie umarł? Jak potoczyłyby się wydarzenia Gwiezdnej Sagi, gdyby to księżniczka Leia była główną bohaterką? Takie i wiele podobnych pytań zadają sobie twórcy fan fiction, gdy siadając przed ekranem komputera planują napisać kolejne opowiadanie. W swoich dziełach zmieniają jednak często dynamikę oryginalnego dzieła, czyniąc bohaterów drugoplanowych – pierwszoplanowymi.

24fe8f31

Barthes i fotografia: poza dialektykę drugiego planu

Eseje Rolanda Barthesa z lat siedemdziesiątych XX wieku zrywają z tym, co nazwać można dialektyką drugiego planu. Próby ograniczania redukcjonizmu semiologii, subtelność i impresyjność ukoronowane zostają w ostatniej książce krytyka, która w całości poświęcona jest fotografii. Dzieło to daje pisarzowi (bo właśnie nim na przestrzeni lat staje się ostatecznie Barthes) sposobność do zrozumienia swojej egzystencji. Dokonuje on tego między innymi poprzez zamazanie wieloplanowości fotografii.

Milczmen Screamdustry - instrumental przód

Pierwsza szabla drugiego planu. Laikike1, czyli nonkonformizm rapowego podziemia

„Hip hop ma łączyć, nie dzielić” to utarty rapowy slogan, wypromowany przez wykonawców takich jak Fokus czy grupa Hemp Gru. Hasło to wydawało się aktualne, zanim pierwsze sukcesy komercyjne artystów doprowadziły do radykalnego podziału na rapowe podziemie i mainstream. Animozje między reprezentantami tych dwóch formacji trwają do dzisiaj. O tym, że to nie tylko kwestia dochodów z muzyki, ale też istotne konflikty poglądów, przekonuje nas twórczość Laikike1’a.

tumblr_o0duzuA1ZC1s1lv3jo1_1280

Gatunek zepchnięty na dalszy plan – recenzja filmu Carol

Lata pięćdziesiąte w historii Stanów Zjednoczonych to czas osnuty mitem szczęścia i idylli, okres prężnego rozwoju przemysłowego oraz konkretyzacja amerykańskiej potęgi. Sam Jean Baudrillard pisał, że lata pięćdziesiąte to najlepsza dekada w historii tego państwa. Dlaczego więc od filmu Carol bije zawód tymi wszystkimi wartościami, które stanowiły o wielkości Ameryki? Czyżby amerykański mit szczęścia rozmijał się z prawdą?

In this image released by Universal Pictures, George Clooney portrays Baird Whitlock in "Hail, Caesar!." (Universal Pictures via AP)

Panegiryk dla Hollywood, albo zabawy z historią według braci Coen

Związki kina z historią najczęściej ograniczają się do sztampowo wykorzystywanych funkcji pedagogicznych. Zakłada się, że takie kino będzie kształciło widza – pokazywało fakty, tłumaczyło zjawiska oraz przemiany, stanowiło bardziej atrakcyjny (bo dźwiękowo-wizualny) w odbiorze podręcznik do historii. Z takim problemem od dawna borykają się filmy dokumentalne, dodatkowo obciążone imperatywem „prawdziwości”, coraz częściej w pułapkę oczekiwań wpadają fabuły. Rzadko zdarzają się twórcy, którzy dążą do przełamywania schematów, a jeszcze rzadziej ci, którzy próbują wyjść poza postmodernistyczne gry.